Według danych Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) w latach 2024–2025 odnotowano ponad 71 tys. zgłoszonych przypadków zakłóceń systemów nawigacji satelitarnej GNSS. W samym sektorze lotniczym liczba incydentów związanych ze spoofingiem – czyli celowym emitowaniem fałszywych danych czasowych i lokalizacyjnych w celu oszukania systemów odbiorczych – w latach 2023-2025 wzrosła o 193 proc. Problem sięga poza transport morski czy lotniczy. Od precyzyjnego sygnału czasu dostarczanego m.in. przez systemy satelitarne zależą dziś również telekomunikacja, energetyka, finanse, logistyka i wiele innych kluczowych procesów gospodarki.

Czas rzadko pojawia się na liście najważniejszych zasobów firm, choć współczesna infrastruktura cyfrowa potrzebuje go nie tylko do wskazywania godziny, lecz przede wszystkim do precyzyjnej synchronizacji zdarzeń. Integralność tego parametru często pozostaje poza standardowymi procesami zarządzania ryzykiem, tymczasem od niego zależy ciągłość działania wielu elementów infrastruktury krytycznej.

Fundamentalnym wyzwaniem jest to, że zakłócenie czasu nie musi od razu zatrzymać działania systemów. Mogą one nadal funkcjonować, podczas gdy zapisy, na których opierają się audyty i analiza incydentów, stopniowo tracą wiarygodność. Kolejność zdarzeń staje się trudna do jednoznacznego ustalenia, logi przestają mieć wartość dowodową, a odtworzenie przebiegu incydentu może zostać zaburzone. Dlatego czasu nie można traktować jako czegoś, co po prostu zawsze działa prawidłowo – wskazuje Ricardo Ferreira, EMEA Field CISO w Fortinet.

Od transportu po giełdę: efekt domina w gospodarce

Skala zakłóceń sygnału satelitarnego obserwowanych na Bliskim Wschodzie oraz w rejonie Morza Bałtyckiego pokazuje, jak łatwo manipulowanie nim może zaburzyć rzeczywisty obraz sytuacji w transporcie. Według danych Windward, od końca lutego 2026 roku fałszywe dane o położeniu statków wygenerowały ponad 3,3 mln pozornych „spotkań” jednostek wodnych, które w rzeczywistości nie znajdowały się obok siebie. Raport OPSGROUP wskazał, że między 15 lipca a 15 sierpnia 2024 roku spoofing dotknął około 41 tys. lotów. W części przypadków to działanie wywołało kaskadowe problemy w systemach pokładowych, także w ostrzegających przed niebezpiecznym zbliżeniem do ziemi.

W transporcie konsekwencje manipulacji sygnałem są szczególnie łatwe do zaobserwowania, ponieważ błędne wskazanie położenia statku czy samolotu szybko staje się widoczne. W innych sektorach zaburzenie czasu może być znacznie mniej oczywiste, choć równie istotne operacyjnie. Sieci 5G wymagają synchronizacji stacji bazowych z dokładnością liczoną w mikrosekundach, m.in. po to, aby właściwie koordynować przekazywanie połączeń. W energetyce precyzyjne określenie czasu jest niezbędne dla urządzeń wykonujących zsynchronizowane pomiary fazowe w różnych punktach sieci. Na rynkach finansowych dokładne znaczniki czasu pozwalają natomiast odtworzyć właściwą kolejność transakcji i innych zdarzeń. W każdym z tych przypadków problem zaczyna się wtedy, gdy system nadal otrzymuje sygnał, ale nie może już bezwarunkowo ufać jego poprawności.

Kto właściwie odpowiada za czas?

To wyzwanie ma również wymiar organizacyjny. W wielu firmach integralność czasu nie jest przypisana do konkretnej funkcji ani objęta jasno określonymi zasadami nadzoru.

CIO odpowiada za sieć, CISO za cyberbezpieczeństwo, a COO za operacje. Tymczasem czas, od którego wszystkie te obszary są zależne, najczęściej nie ma swojego właściciela, budżetu ani wskaźników lub parametrów określających, jakie odchylenie jest jeszcze akceptowalne. Ryzyko systemowe pozostaje niezarządzane tak długo, jak długo nikt nie ponosi za nie konkretnej odpowiedzialności – podkreśla Ricardo Ferreira z Fortinet.

Znaczenie tej luki rośnie wraz z wymaganiami dotyczącymi odporności operacyjnej. Dyrektywa NIS2 wzmacnia odpowiedzialność organów zarządzających za nadzór nad cyberryzykiem, a projekt unijnego Space Act przewiduje m.in. obowiązek prowadzenia testów odporności infrastruktury kosmicznej przed jej uruchomieniem oraz ich cyklicznego powtarzania. Kierunek tych zmian jest czytelny: firmy muszą nie tylko deklarować odporność, ale coraz częściej także być w stanie ją wykazać i udokumentować.

Podobną presję zaczyna wywierać rynek ubezpieczeniowy. Segment ubezpieczeń cybernetycznych związanych z sektorem kosmicznym rośnie w tempie ponad 17 proc. rocznie, a operatorzy posiadający udokumentowane mechanizmy kontroli mogą liczyć na obniżenie składek o 15–30 proc. To kolejny sygnał, że odporność infrastruktury – także tej zależnej od satelitarnego sygnału czasu – przestaje być wyłącznie kwestią techniczną, a staje się elementem zarządzania ryzykiem biznesowym.

Od pytania o odpowiedzialność do realnej odporności

Samo wskazanie osoby odpowiedzialnej za integralność czasu nie rozwiązuje problemu. Pierwszym krokiem powinno być sprawdzenie, które procesy i systemy są najbardziej wrażliwe na jego odchylenia. Inne konsekwencje może mieć bowiem różnica wynosząca 50 mikrosekund, inne – 5 milisekund, a jeszcze inne kilkuminutowa utrata synchronizacji. Dopiero taka mapa zależności pozwala określić akceptowalny poziom ryzyka i wymagania dla poszczególnych elementów infrastruktury.

Kolejny etap to przypisanie odpowiedzialności konkretnej osobie w firmie i ustalenie parametrów: dopuszczalnych odchyleń, poziomu dostępności czy czasu, przez jaki system powinien utrzymać wiarygodną synchronizację bez dostępu do zewnętrznego źródła. Integralność czasu powinna być następnie monitorowana podobnie jak inne parametry bezpieczeństwa – z wykorzystaniem sensorów i analityki włączonych w istniejące procesy obszaru ochrony operacji.

Ostatnim elementem są testy. Firmy powinny symulować zakłócenia i sprawdzać, jak długo ich infrastruktura potrafi utrzymać wiarygodny czas bez zewnętrznego sygnału. Warto mierzyć zarówno przestrzeganie ustalonych parametrów integralności czasu, jak i czas potrzebny na wykrycie ingerencji. Dopiero wtedy można mówić o realnej odporności, a nie wyłącznie o założeniu, że synchronizacja będzie zawsze działać bez zarzutu – tłumaczy ekspert Fortinet.

Czas przez lata pozostawał niewidocznym elementem infrastruktury; dopóki sygnał docierał prawidłowo, nie było powodu, by zwracać na niego uwagę. Rosnąca skala zakłóceń GNSS pokazuje jednak, że również ten zasób wymaga kontroli, pomiaru i regularnego testowania. Podmioty infrastruktury krytycznej coraz dokładniej monitorują sieci, dane czy dostępność systemów. Integralność czasu nie powinna pozostawać wyjątkiem.

epoint
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze