Covid-19 spowodował, że rządy, zwłaszcza w Europie, odeszły od polityki wyrzeczeń i pompują miliardy w gospodarkę. Czy z powodu martwego nietoperza biznes powinien wybrać lockdown inwestycyjny i zacisnąć pasa, czy pójść drogą, jaką obrali politycy?

Rok temu chyba nikt nie spodziewał się, że wizja świata pokazana przez Stevena Soderbergha w filmie „Contagion” może być prorocza. 9 lat temu krytycy zarzucali reżyserowi, że film jest mało realistyczny. Przede wszystkim dlatego, że w XXI wieku globalna epidemia jest mało prawdopodobna. A już na pewno nie taka wywołana patogenem pochodzącym od nietoperzy. Jak się okazuje, rację miał… Shakespeare, który rzekł: więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się ich śniło waszym filozofom.

Dziś już wiemy, że kryzysu wywołanego wirusem SARS-CoV-2 nie przejdziemy suchą stopą, na pewno czeka nas recesja. Nie tylko w Polsce czy Europie, ale na całym świecie. Jak dużo przyjdzie zapłacić nam za pasztet upieczony na targu w Wuhan, tego nikt nie wie. Jednak aby rachunek był jak najniższy, politycy zastosowali strategię ofensywną.

Szerokim gestem, szerokim gestem!

…tak w dużym uproszczeniu możemy opisać strategię walki rządów z gospodarczymi skutkami pandemii.

Teraz najważniejsze jest przeprowadzenie gospodarki przez trudny okres, ale trzeba patrzeć długoterminowo. Biznes musi zadać sobie pytania, co jest celem, czy zależy nam tylko na tym, żeby przetrwać? Czy może wykorzystać kryzys, jak trampolinę? – pyta retorycznie Rafał Orawski, prezes BPSC, firmy dostarczającej zaawansowane rozwiązania technologiczne dla biznesu.

Jego zdaniem setki miliardów wpompowane w gospodarkę nie są kroplówką na dłuższy okres, mają być raczej domięśniowym zastrzykiem z adrenaliną, jaki wbija się w serce, gdy to przestanie pracować, tutaj ma za zadanie pobudzić gospodarkę.

Przyszłość zależy od tego, jaką drogę obiorą konsumenci i sam biznes. Zaniechanie inwestycji, choć racjonalne, wydaje się dzisiaj złym wyjściem – uważa Orawski.

Orawski w swoich tezach nie jest osamotniony. Ba, chyba sam nie zdaje sobie sprawy, jak wiele osób jest podobnego zdania. Ponad połowa (57%) respondentów biorących udział w badaniu „Enterprise Reboot” stwierdziła wprawdzie, że pandemia koronawirusa „znacząco zmieniła strategiczne priorytety ich organizacji i obecnie koncentrują się one na przetrwaniu”.

Jednak 60% z blisko tysiąca zapytanych menedżerów uważa, że pandemia koronawirusa „dała impuls do przyspieszenia digitalizacji”. Część firm realizuje projekty z konieczności, bo np. trzeba zapewnić pracownikom możliwość pracy zdalnej, ale część podejmuje decyzje inwestycyjne świadomie.

COVID bardzo mocno oddziałuje na naszą firmę, bo dostarczamy produkty dla mocno dotkniętego pandemią sektora motoryzacyjnego. Mimo to uważam, że nie należy rezygnować z inwestycji. Szczególnie teraz, w czasie trwania i przy wychodzeniu z kryzysu ważna jest elastyczność i dostęp do wysokiej jakości danych i analiz. Myślę, że firmy, które patrzą długofalowo, nie będą się bały decyzji inwestycyjnych — zauważa Ewelina
Klizner-Ciszkiewicz dyrektor zarządzająca w firmie GH Cranes & Components.

Kierowany przez Ewelinę Klizner-Ciszkiewicz lokalny oddział czołowego na świecie producenta suwnic planuje w najbliższych miesiącach modernizację linii technologicznej. To ma pomóc w zachowaniu płynności produkcyjnej, szczególnie w przypadku niedoboru pracowników. Dodatkowo, GH Cranes & Components podjął decyzję o gruntownej digitalizacji i wdrożeniu systemu Impuls EVO.

In data we trust

Czy przykład GH Cranes jest wyjątkiem, a może dowodzi, że biznes nie panikuje?

COVID-19 nie jest elementem koniunktury gospodarczej, który można przewidzieć. Wiele firm dmucha na zimne i opóźnia podejmowanie niektórych decyzji. To dość naturalne podejście i bardzo racjonalne. Z drugiej strony są przedsiębiorcy inwestujący w zaawansowane systemy, automatyzacje procesów stałych, narzędzia Business Intelligence, czyli to, co pozwala zlustrować biznes i jego otoczenie. Bo dzisiaj kluczowy jest dostęp do informacji” — wyjaśnia prezes BPSC.

Zdaniem eksperta ze śląskiej firmy, dane pozwalają firmie ocenić sytuację rynkową i przygotować się do tego, co ją czeka. „Bez informacji biznes jest jak dziecko we mgle – kwituje Orawski.

Grzegorz Krupnik, prezes Protech

Wiosną przedsiębiorcy przeszli przyspieszony kurs wykorzystania nowych technologii. W ciągu kilkunastu tygodni firmy mogły zweryfikować, czy obrana strategia była słuszna i opłacalna, czy też nie. Ci, którzy nie bali się digitalizacji i zaczęli ją odpowiednio wcześnie, radzili sobie dobrze. Przykład firmy Protech z Zatoru dobitnie to pokazuje.

Dzięki temu, że mamy mocno zrobotyzowany zakład, jeden pracownik może obsłużyć dwa, a niekiedy nawet trzy stanowiska. W dobie pandemii i silnych ograniczeń daje nam to duży komfort. – mówi Grzegorz Krupnik prezes firmy.

To pokazuje, że firmy zdigitalizowane były bardziej elastyczne i szybciej adaptowały się do nowych realiów, nieważne czy mówimy o przedstawicielach branży produkcyjnej, handlowej czy IT.

Gdy gospodarka jest rozpędzona, firmy „konsumują” dobrą koniunkturę, ale gdy na horyzoncie pojawia się spowolnienie, nagle zmieniają swoje podejście. Kładą większą uwagę na koszty, ale czy wydatek np. w IT jest kosztem, czy inwestycją, która pozwoli szybciej wejść do gry, gdy nastąpi odbicie? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Inwestowanie w kryzysie może nie być wcale tak szalone, jak mogłoby się wydawać.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments