Jak co roku Katowice stały się gamingową stolicą Polski za sprawą IEM Katowice 2024. Najlepsi gracze z CS’a, epickie pojedynki i masa pozytywnych emocji – Spodek jak zwykle odleciał do wszechświata gamingu!

IEM w Katowicach ma już tak wieloletnią tradycję, że nie wyobrażam sobie, aby w lutym nie być obecnym w Spodku. Historia ta rozpoczęła się w 2007 roku i miejmy nadzieję, że nigdy się nie zakończy. Tegoroczny IEM Katowice 2024 dawał nadzieję, że Polacy ponownie podniosą puchar – niestety zarówno drużyna ENCE zdominowana przez rodaków, jak i zespoły prowadzone przez polskich trenerów nie zdobyły Mistrzostwa, ale pokazali światowy poziom! Świetnie było oglądać ich pojedynki, bo jak co roku główna scena budziła podziw.

Emocji esportowych nie brakowało!

Główna scena Spodka ponownie zamieniła się w pole bitwy najlepszych graczy Counter-Strike’a 2. Nie zabrakło ognia, epickiego początku oraz świetnych efektów audiowizualnych. W tym roku po raz pierwszy na wielkich ekranach zobaczyliśmy nową odsłonę kultowej strzelanki, a to zmieniło wiele utartych taktyk znanych z CS:GO. Granaty zadymiające (smoke’i) przestały być „nieprzebijaną” ścianą dymu i w końcu można je niwelować, po prostu w nie strzelając. W ten sposób zawodnicy niejednokrotnie przebijali się przez zasłonę, ujawniając plany przeciwnika. Widać także lekki lifting graficzny, ale jak wiadomo nigdy to nie było najważniejsze w CS’ie.

W finale turnieju Intel Extreme Masters wygrała drużyna Team Spirit, pokonując FaZe Clan. Rosyjska drużyna zwyciężyła w dużej mierze dzięki świetnej formie Donk, cudownego 17-latka, grającego w CS’a od 4 roku życia. Chłopak dosłownie miażdżył przeciwników, a jednocześnie ustanowił rekord jeśli chodzi o statystyki w trakcie IEM Katowice. Jego towarzysze broni nie odpuszczali i także dołożyli się do wygranej, ale wszystkie oczy były skierowane na Donk i to, co wyrabiał on z wirtualnym kałachem w ręku. Zwycięzcy zgarnęli nagrodę pieniężną w wysokości 400‬ tys. dolarów oraz przepiękny puchar godny prawdziwych mistrzów.

 

Warto jeszcze wspomnieć o mniejszym turnieju (pula nagród 500 tys. dolarów) w Starcraft II. Tutaj rywali zdominował reprezentant Finlandii Joona „Serral” Sotala. Pozytywnie zaskoczył nie tylko tym, że zdobył mistrzostwo po raz drugi, ale także że jako Europejczyk pokonał hardcorowych graczy z Azji – a to nie lada wyczyn! Szkoda, że RTS-owe pojedynki nie znajdowały się w głównej sali Expo jak rok temu, a umieszczono je w osobnej, mniejszej sali, do której momentami ciężko było się dostać.

IEM Katowice niewzruszony niczym góra…?

Mam lekkie obawy co do samej formuły IEM Katowice 2024. O ile nie można nic zarzucić pod kwestią esportowych rozgrywek i emocji, tak pozostałe atrakcje dookoła imprezy są całkiem… mało interesujące i powtarzalne. Co roku obserwuję te same stoiska i „eventy”, a Nintendo jest zdecydowanym mistrzem recyklingu – praktycznie na każdej imprezie w Polsce ma to samo, niezmienne stoisko. Dosłownie. Najwyraźniej rzucają je tu i ówdzie akurat tam, gdzie jest ono potrzebne.

Zabrakło także cosplayerów, ale wcale się temu nie dziwię – na tegorocznym IEM-ie zabrakło bowiem jakiegokolwiek konkursu na tego typu artyzm. Dlatego mogłem policzyć cosplayerów na palcach jednej dłoni – widziałem męską Ari oraz Katarinę z League of Legends, oraz dwie postacie z Bordelandsów. Smutne, bo jednak widok osób w strojach od zawsze kojarzył mi się z najlepszymi imprezami popkulturowymi w Polsce, a tutaj całkowicie o nich zapomniano. O ile całkowicie rozumiem, że IEM to nie Pyrkon, to jednak przez ostatnie lata organizatorzy pamiętali o nich i zachęcali do pojawienia się.

W strefie Expo nadal nie rozwiązano jednego znaczącego problemu – kwestię gastronomii. Odwiedzający wciąż nie doczekali się miejsca z prawdziwego zdarzenia, gdzie mogą usiąść, na spokojnie zjeść i coś wypić. Dalej trzeba gnieździć się pod ścianą bądź po prostu oddać się konsumpcji na stojąco. I jest to o tyle problematyczne, że stoiska z jedzeniem ustawiono na korytarzu, czyli w miejscu, gdzie wciąż ktoś przechodzi.

To wszystko sprawia, że zastanawiam się, czy z roku na rok fanów esportu na żywo nie będzie coraz mniej – skoro impreza nie zmienia formatu, to czemu nie obejrzeć rozgrywek w domowym zaciszu? Rzecz jasna to nie te same emocje i w końcu esport ma swoich zagorzałych fanów. I sam łapię się na tym, że nieco kręcę nosem, ale finalnie nie mógłbym nie wybrać się do Spodka!

IEM Katowice 2024 ledwo się zakończył i już czekamy na kolejny

To, co mnie osobiście zawsze cieszy w trakcie przebywania w Spodku to towarzystwo. Zarówno starzy wyjadacze CS’a w moim wieku, jak i młodsi fani przybywają tłumnie na IEM, aby wspólnie celebrować to święto esportu. I jest to świetne, bo zarówno mamy ludzi z całego świata, jak i przełamywana jest bariera wiekowa pomiędzy „wiarusami” a „młodymi entuzjastami”. Siła cyfrowej rozgrywki jest właśnie w tym, że nie patrząc na dzielące nas różnicę, zasiadamy do komputerów/konsol, aby w sportowej rywalizacji ścierać się ze sobą.

Nie mogę się doczekać na kolejny IEM Katowice.

Mateusz Zelek

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments