Strona główna e-Transport Wpływ składki do ESA będzie tak duży, jak dojrzała będzie strategia firm

Wpływ składki do ESA będzie tak duży, jak dojrzała będzie strategia firm

Rosnąca polska składka do ESA może stać się impulsem, który realnie przyspieszy
rozwój naszego sektora kosmicznego. Jest jednak jeden warunek… Jej wpływ będzie tak duży, jak dojrzała będzie strategia firm, które po nią sięgną, wskazuje w komentarzu eksperckim dla ISBtech Jędrzej Kowalewski, prezes Scanway.

Jędrzej Kowalewski, CEO Scanway

Podczas ostatniego posiedzenia Rady Ministerialnej ESA (CM25) państwa członkowskie zatwierdziły budżet w wysokości 22,1 mld euro. Polska ma w nim swój historycznie istotny udział – 731 mln euro w ramach składki obowiązkowej i programów opcjonalnych. To bardzo konkretne środki, które – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – w dużej mierze wrócą do polskiego sektora kosmicznego.

ESA jest bardzo dobrym partnerem technologiczno-instytucjonalnym. Często podkreśla się, że to główny i największy klient europejskich firm kosmicznych. Agencja stoi na szczycie rozwoju wszechstronnych technologii, osiągnęła najśmielsze cele eksploracyjne, stworzyła najbardziej zaawansowane instrumenty i ekosystem obserwacji Ziemi, a jednocześnie szkoli i zatrudnia największą rzeszę europejskich inżynierów i naukowców. Ten sukces trzeba doceniać. Należy jednak pamiętać, że ESA nie jest i nigdy nie będzie skalowalnym rynkiem dla firm sektora kosmicznego, szczególnie New Space.

Co naprawdę oznaczają te 22,1 mld euro?

To historycznie duże pieniądze i powód do dumy – zarówno z odwagi polityków, jak i z bardzo zdrowego, poukładanego, dobrze dopasowanego do dzisiejszych czasów programu rozwoju. Jednak ten budżet nie jest jedną szeroką pulą dla firm, lecz precyzyjnie podzielonym zestawem programów.

Na wykresie kołowym z CM25 widać, jak te środki rozkładają się na poszczególne domeny:

– Space Transportation – ok. 4,5 mld euro (ok. 20%) To cała rodzina Ariane 6, Vega-C,
programy przyszłych europejskich rakiet, demonstratory, logistyka orbitalna, Space Rider. To są wieloletnie programy, mocno zdominowane przez duże grupy przemysłowe. Mam nadzieję, że to również dobre finansowanie rakiet wielokrotnego użytku takich jak Themis.

– Programy naukowe – ok. 3,8 mld euro (ok. 17%) Długotrwałe misje astrofizyczne, teleskopy, sondy. To projekty rozpięte na dekadę do przodu, z ogromnymi konsorcjami i twardą hierarchią dostawców.

– Earth Observation – ok. 3,5 mld euro (ok. 16%) Sentinel-e, misje klimatyczne, instrumenty obserwacyjne. Europa buduje tu globalne przywództwo, ale większość zamówień to znowu duże programy systemowe dla bardzo często tych samych co od lat firm.

– Eksploracja (załogowa i robotyczna) – ok. 3,0 mld euro (ok. 13%) Księżyc, Mars, stacje orbitalne, misje naukowe. Technologiczny Olimp, ale też miejsce, gdzie wejście dla młodego poddostawcy jest trudne (trochę pokazujemy, że da się tu zamieszać nawet z perspektywy New Space).

– Telekomunikacja i bezpieczne łączności – ok. 2,1 mld euro (ok. 9%) Zabezpieczenie europejskiej infrastruktury łączności, projekty z pogranicza satcom i cyberbezpieczeństwa.

– Technologie kosmiczne – ok. 0,9 mld euro (ok. 4%) Nowe komponenty, systemy,
technologie przełomowe. Tu pojawia się najwięcej miejsca na rozwój technologii w firmach.
Osobiście uważam, że to jeden z najlepszych programów dla firm, które o swoim kliencie
myślą również poza ESA. Bardzo niedoceniany program.

– Space Safety, bezpieczeństwo i obrona planetarna – ok. 1,0 mld euro (ok. 4%) Systemy
ostrzegania, świadomość sytuacyjna w kosmosie, ochrona infrastruktury.

– Komercjalizacja – zaledwie ok. 0,3 mld euro (ok. 1%) To ten fragment, o którym
najchętniej mówi się w kontekście startupów, ale w skali całego budżetu to wciąż niewielka
część. Trochę rozczarowujące, ale również trochę zrozumiałe, ponieważ ESA w rozmaitych
publikacjach wielokrotnie podkreśla, że komercjalizacja wymaga czegoś więcej niż środki
ESA. To jest ten fragment, którego często nie rozumieją polskie firmy kosmiczne, a który jest super istotny w długofalowej strategii wzrostów.

Do tego dochodzi slajd mówiący wprost: ESA otrzymuje od państw członkowskich jasny
mandat do działań w bezpieczeństwie i obronie. To coś nowego. To sygnał polityczny:
kosmos to już nie tylko nauka i ładne zdjęcia satelitarne, ale twardy element europejskiego
bezpieczeństwa (w końcu!).

W innym miejscu pojawia się informacja o 3,6 mld euro współfinansowania dla przemysłu – to właśnie ten segment, gdzie firmy mogą razem z ESA i państwami członkowskimi rozwijać nowe technologie, demonstratory, prototypy.

Co oznacza to dla Polski?

Polska, podnosząc składkę, nie kupuje „kosmicznego funduszu dla startupów”. Kupuje udział w kształtowaniu programów i prawo do proporcjonalnego udziału w zamówieniach. Bierze też na siebie konieczność budowy przemysłu, który te zaawansowane technologie zrealizuje.

To świetna wiadomość dla firm technologicznych – ale nie dla tych, które liczą, że „uszyją
firmę pod konkursy ESA”.

Współpraca z ESA ma ogromną wartość: to szkoła pracy w dużych systemach, dostęp do procedur, laboratoriów, standardów, know-how. To pieczęć jakości, która pomaga w rozmowach z inwestorami i klientami.

Dlaczego składka jest korzystna?

Duża składka jest dla Polski dobra z kilku bardzo konkretnych powodów:

– Wymusza rozwój przemysłu. Żeby odzyskać część wpłaconych pieniędzy w formie kontraktów, kraj musi mieć firmy zdolne do realizacji zaawansowanych projektów. To napędza powstawanie kompetencji, laboratoriów, łańcuchów dostaw.

– Daje polskim firmom wejście na poziom „high-end technology”. W programach ESA rozwija się technologie na najwyższym, światowym poziomie. Udział w nich to okazja do nauczenia się rzeczy, których nie zapewni żaden lokalny przetarg.

– Buduje reputację polskiego sektora w Europie. Silniejszy finansowo udział oznacza, że
polskie firmy będą częściej pojawiały się w rolach podwykonawców, partnerów, integratorów.

To dokładnie te elementy, których dotąd nam brakowało. Kluczowe jednak jest to, aby founderzy traktowali środki z ESA jako inwestycję w rozwój technologii, prototypów i komponentów, a prawdziwych klientów szukali na rynku – w ubezpieczeniach, energetyce, obronności, rolnictwie, logistyce, klimacie czy telekomunikacji.

Jest jeden warunek sukcesu…

Polska składka do ESA będzie mieć realny wpływ na ekosystem. Polskie firmy dostaną więcej szans na udział w dużych programach, powstaną nowe technologie i komponenty, a więcej polskich specjalistów trafi do wysokoprofilowych misji.

Ale to wszystko przekuje się w szybki rozwój sektora tylko wtedy, gdy młode firmy nie zatrzymają się na etapie naprawdę fajnych projektów agencyjnych, lecz potraktują je jako start do czegoś większego – do rozwiązywania realnych problemów klientów na Ziemi, którzy nie czytają uchwał z CM25, tylko potrzebują lepszej informacji, łączności, bezpieczeństwa i kontroli ryzyka.

Jeżeli młode polskie startupy kosmiczne przyjmą tę perspektywę, wysoka składka stanie się nie „łatwym pieniądzem”, ale kapitałem rozwojowym. A to jest różnica między firmą, która żyje od przetargu do przetargu, a firmą, która naprawdę rośnie. Tego wzrostu życzę polskiemu sektorowi kosmicznemu.

epoint
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x