Low-code i No-Code to kolejne, obok AI czy chatGPT, gorące pojęcia tego roku. Platformy niskokodowe, bo o nich mowa, umożliwiają budowanie i wdrażanie oprogramowania szybko i ekonomicznie. Platformy oparte o ideę „przeciągnij i upuść” do tej pory kojarzone były głównie ze startupami i młodymi firmami, których struktura i możliwości budżetowe nie pozwalały na wyodrębnienie zespołu IT. Dzisiaj jednak low-code i no-code pomaga szybko rozwijać produkty dla największych firm.

Nowa, uproszczona metoda kodowania coraz częściej znajduje zastosowanie w przedsiębiorstwach, które zmuszone są szybko reagować na zmiany, jednocześnie zmniejszając nakłady inwestycyjne. Dynamiczny rozwój tego segmentu rynku, którego wartość wg Gartnera ma osiągnąć 44,5 mld USD do 2026 roku, świadczy o rosnącym zainteresowaniu i potencjale tych technologii w różnych sektorach gospodarki. Szczególnie w połączeniu ze sztuczną inteligencją — według ankiety Dell Technologies, ponad ¾ firm zamierza zwiększać wydatki na generatywną AI.

Przez to, że duże przedsiębiorstwa funkcjonują na podstawie własne działy IT, to w początkowej fazie nie postrzegały one programowania niskokodowego jako rozwiązania z rzeczywistym potencjałem do wykorzystania. Z czasem okazało się jednak, że pozwala ono przede wszystkim na uwolnienie czasu wysoko sprofesjonalizowanych pracowników, zachowując wysoką jakość. Mniej skomplikowane, zadania można automatyzować, realizować w znacznie szybszym tempie. Pozwala to na przeniesienie zasobów wysoko wyspecjalizowanych programistów na najbardziej zaawansowane projekty. Ogromną wartością jest także możliwość zaangażowania większej liczby osób, które do tej pory nie uczestniczyły w procesach na etapie programowania. Dzięki temu narzędzia powstają szybciej i są lepiej dopasowane do indywidualnych potrzeb odbiorców. Znika bariera komunikacyjna pomiędzy pomysłodawcą a wykonawcą. – mówi Jakub Startek, CEO Grafit Agency, która wykorzystuje narzędzia no-code i low-code przy realizacji zaawansowanych projektów dla swoich klientów.

Platformy typu no-code czy low-code, w zależności od potrzeb, pozwalają na tworzenie własnego klucza, bądź w pełni bazują wyłącznie na warstwie wizualnej. Sam proces można porównać do układania puzzli, w których pod każdym elementem zapisany jest unikalny kod. Następnie odbywa się proces testowania i iteracji na podstawie feedbacku użytkowników. W efekcie czas pracy nad rozwiązaniem i jego wdrożeniem skraca się o nawet 60 proc.

– W Tutlo stawiamy na szybkie testowanie i adresowanie potrzeb, które słyszymy od użytkowników, dlatego budujemy z wykorzystaniem rozwiązań no-code czy low-code, które dają nam możliwość minimalizacji czasu od pomysłu do wdrożenia. Pozwala nam to szybko weryfikować hipotezy z użytkownikami i dostarczać ostatecznie lepszy produkt. – mówi Mateusz Łozowicki, Head of Product, Tutlo.

Eksperci przewidują, że platformy low-code i no-code będą w najbliższych miesiącach czy nawet latach bardzo intensywnie rozwijane, szczególnie w zakresie integracji i wykorzystania dla coraz bardziej złożonych aplikacjach biznesowych. Na znaczeniu zyska stanowisko citizen developer. Jest to pracownik, który w oparciu o platformy niskokodowe wykorzystuje narzędzia zatwierdzone przez dział IT do budowania podstawowych rozwiązań, np. dla działu marketingowego oraz produktowego.

Umocni się również trend personalizacji, a najpopularniejsze programy do pracy zespołowej będą w coraz większym stopniu udostępniać funkcje bazujące na no-code. Zwiększy się także poziom automatyzacji samych platform, które w jeszcze większym stopniu wykorzystywać będą sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe – zarówno w zakresie budowania aplikacji, jak i kontaktu z klientem. Procesy będą coraz mocniej oparte o filozofię agile, zapewniając zwinność.

Od kilku miesięcy obserwujemy rosnące zainteresowanie naszymi rozwiązaniami i proponowanym podejściem, ale dość wyraźnie zmienia się profil klientów. Dotychczas zlecenia dla dużych firm realizowaliśmy głównie na rynku amerykańskim. W Polsce skupialiśmy się na startupach, które wcześniej zauważyły możliwości low-code i no-code. Ten trend się odwraca. Spodziewamy się, że w nadchodzącym roku platformy no-code będą jednym z wiodących kierunków rozwoju w firmach. Niezależnie, czy będą oni budować aplikacje z wykorzystaniem własnych zasobów, czy zewnętrznych firm takich jak my, to decydowanie przełoży się to na umocnienie pozycji i znaczenia tego segmentu IT. – dodaje Jakub Sartek.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments