E-commerce w obliczu wirusa wg SwipBox Polska

Niemal każdy sektor światowej gospodarki odczuwa skutki biznesowe związane z koronawirusem, czyli COVID-19. Zauważalne są nie tylko gwałtowne spadki na giełdach, których efektem jest między innymi wstrzymanie importu oraz eksportu do rejonów najbardziej zagrożonych. Sytuację ocenia Łukasz Łukasiewicz, Operations Manager SwipBox Polska.

Nawet tak silny i dynamiczny obszar, jakim bez wątpienia jest e-commerce, także musi przygotować się na zupełnie nowe wyzwania. Epidemia rozprzestrzenia się po całej kuli ziemskiej w iście zawrotnym tempie. Zagrożenie dla życia to jedno, ale uwagę przykuwają też negatywne skutki dla kondycji sprzedaży internetowej. Rynek zmaga się z zakłóceniami logistycznymi, a w konsekwencji z niedoborem produktów.

Import z krajów azjatyckich w głównej mierze został zablokowany, mimo że wiele firm już dawno uruchomiło procesy produkcyjne zorientowane na nadchodzący sezon wiosenny. W dobie zagrożenia konsumenci zdecydowanie więcej czasu spędzają w domach, a co za tym idzie mogą poświęcić się e-handlowi. Mimo to wzrost tendencji zakupowych w tym
obszarze stanowi olbrzymie wyzwanie logistyczne.

Korzyści i zagrożenia

Wybuch koronawirusa sprawił, że odnotowano znaczące wzrosty w zakresie produktów wspierających ochronę przed zakażeniem. Wystarczy wspomnieć o lekach, środkach dezynfekcji czy suplementach na odporność organizmu. W ujęciu globalnym, wirus jeszcze bardziej napędził sprzedaż internetową kosztem zakupów w sklepach stacjonarnych, lecz w parze z biznesowymi korzyściami idą również realne zagrożenia.

Branża logistyczna jest zbudowana na bardzo trwałych fundamentach. Działania operacyjne ulegają jednak nagłym, dynamicznym zmianom, co w całym sektorze uruchamia procesy, na które trudno się przygotować. Na tej rewolucji nie zyskuje także każdy sklep internetowy. Wszystko zależy od kategorii towarów. Niektóre produkty w Chinach odnotowały niebywałe wzrosty na poziomie kilkuset procent.

Ich przeciwieństwem są te szybko zbywalne. Dla przykładu, żywność jest wytwarzana lokalnie, dlatego łatwo zaspokoić na nią popyt. Handel internetowy kwitnie, lecz sam proces dostawy jest na tyle złożony, że trudno mówić o naturalnej dynamice wzrostu. Wiele fabryk stanęło w miejscu, drogi są zablokowane, logistyka cierpi, a pracownicy pracują krócej lub zdalnie, o ile to w ogóle możliwe. Część firm eventowych już zapowiedziała, że skutki koronawirusa mogą być dla nich na tyle dotkliwe, że będą zmuszone zniknąć z rynku.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Ponadto, firmy kurierskie są skłonne weryfikować, czy klient jest objęty kwarantanną. Istnieje uzasadnione ryzyko, że w przypadku możliwości zakażenia, paczka nie zostanie doręczona, tym bardziej że dostawa do rąk własnych jest ryzykowna zarówno dla kuriera, jak i odbiorcy. Operatorzy odwiedzają dziennie średnio kilkadziesiąt osób, co wprost przekłada się na zwiększone zagrożenie rozprzestrzeniania się wirusa.

Dostawy do domu wydają się bezpieczniejsze niż zakupy w sklepie stacjonarnym, lecz ryzyko ich zahamowania jest bardzo realne. W tej sytuacji istotną rolę odgrywają automaty do odbioru przesyłek bez konieczności spotkania twarzą w twarz. Rozwiązanie, które zyskuje w dobie kryzysu, jest nie tylko bezpieczniejsze, lecz także bardziej ekonomiczne.

Agencje kilka tygodni temu informowały o potencjalnych problemach największych podmiotów kurierskich związanych z epidemią. Najsilniej odczuwają je mieszkańcy Chin oraz Włoch, lecz sytuacja jest bardzo rozwojowa. Sam biznes ewidentnie złapał zadyszkę. Specyfika pracy kurierów wymaga zatem implementacji stosownych zabezpieczeń w bardzo krótkiej perspektywie czasowej.